Habit na wieszaku?

Wczoraj w Kościele obchodzony był dzień życia konsekrowanego. Nie trudno było spotkać na ulicach zakonników i zakonnice, którzy z gromnicami w rękach szli do kościołów. Na marginesie tego dnia dwie uwagi. 
Po pierwsze, czasem zapominamy jak ważna jest widoczność. Tak, widoczność jest ważna na drodze z powodów bezpieczeństwa - nietrudno przy obecnej pogodzie nie zauważyć pieszego i tragedia gotowa. Trudno czasami też dostrzec zakonnika. Celowo użyto rodzaju męskiego. Zakonnice prawie zawsze i wszędzie noszą habity, a zakonnicy wystarczy, że przekraczają linię dzielącą peron z wagonem kolejowym i... często habit ląduje w torbie. Szkoda rezygnować z tak czytelnego dla wszystkich znaku. Szczególnie w czasach, gdy nie zawsze spotka się on ze zrozumieniem i będzie powodem do wymiany uprzejmości.

Po drugie, dla naprawdę wielu młodych ludzi (szczególnie dla nich) wybranie życia we wspólnocie klasztornej jest niezrozumiałe. Niejednokrotnie myli się klasztor z więzieniem - do więzienia jednak nikt nie idzie z własnej woli i z własnej woli go nie opuszcza. Świadectwo życia w zakonie bywa trudnym, ale jednocześnie radykalnym znakiem życia "innego". 

Chyba trzeba powiedzieć też to, że zakonnicy bywają bardziej życiowo "ogarnięci" niż duchowni diecezjalni, bo po prostu żyją w specyficznej wspólnocie i o pewne rzeczy muszą w niej (i z nią) zawalczyć.

Zatem życie zakonne jest wyzwaniem nie tylko dla świeckich, ale także dla księży diecezjalnych. Warto o tym pamiętać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dwóch papieży