O stawianiu granic

Dzisiaj widać już wyraźnie, jakie skutki przyniosło tzw. "bezstresowe wychowanie" i ze świecą szukać jego zwolenników. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal jakoś trudno nam wychowywać rozsądnie i z dobrymi efektami - co widać w kolejnym dorastającym pokoleniu niezaradnych i cóż... nieco rozpieszczonych (tzw. roszczeniowych) ludzi. A życie już się z nimi nie pieści.


Nie możemy oczywiście generalizować, bo wciąż spotykamy rodziców i wychowawców na medal, ale jest ich niestety coraz mniej - a może raczej coraz mniej pozytywnych efektów ich trudów w postaci dojrzałych emocjonalnie, szczęśliwych młodych ludzi. Bo choć wiemy, że naszym dzieciom nie wolno pobłażać i nie wychodzi na dobre karmienie ich słodyczami, to trudno w praktyce nie dać przysłowiowego cukierka słodziakowi, który robi wielkie oczy, wiedząc dokładnie jak podejść staruszka.

Warto zdać sobie sprawę, zwłaszcza podczas wakacyjnych eskapad, że nie wszystko, o co poprosi nasza pociecha, jest dla niego dobre. I czasem to właśnie zabronienie czegoś, wyznaczenie jasnej granicy - co należy, a czego nie należy robić - będzie dla niego zbawienne. Im szybciej się tego nauczy, i to od właściwych "autorytetów", tym lepiej dla niego i jego rodziców.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dwóch papieży